Złoty Osioł w Katowicach: Zapiekane spaghetti ze szpinakiem i pomidorami

Dla kogo jest ten wpis?

Tych, którzy od dzieciństwa ciągle jeszcze nie nawrócili się na jedzenie szpinaku

Wegetarian i wegan

Osób, którym na hasło „JESZ ILE CHCESZ” podskakuje ciśnienie

Odchudzających się

Wiecznie głodnych

Niedożywionych przez zbyt częste wizyty w fast foodach 😀

Ludzi o silnej woli (przyda się, żeby nie pochłonąć wszystkiego co oczy widzą)

 

Jeśli ktoś zapytałby mnie, jaka jest moja najulubieńsiejsza restauracja, to bez zastanowienia odparłabym: Złoty Osioł! Odkryłam ją już dość dawno, bo w zeszłym roku. Z tym, ze wtedy były jeszcze dwa Złote Osły: jeden w Katowicach, a drugi w Gliwicach. Ja stołowałam się tylko w tym gliwickim, bo w Gliwicach chodziłam do liceum, a do Katowic miałam nie po drodze. Dzisiaj sprawy wyglądają trochę inaczej. Teraz bardzo często jestem w tym katowickim, bo tam studiuję, a jedzenie dużo bardziej mi smakuje. Odwiedziłam go już kilka razy i nigdy się nie zawiodłam. Natomiast gliwicki Złoty Osioł zmienił nazwę na „Ajntopf” i wprowadził nieco inne menu, które jednak nadal przypomina trochę to ze starych dobrych czasów. O „Ajntopfie” pojawi się niebawem osobny wpis, a tymczasem wracamy do sedna sprawy, bo już nie mogę się doczekać, żeby opowiedzieć Wam o mojej ulubionej knajpce 😀

 

Pokaż kotku co masz w środku!

Złoty Osioł to bar wegetariański, który znajduje się w Katowicach na ul. Mariackiej 1. Ze stereotypowym barem, wyłożonym białymi kafelkami, z krzesłami o siedzeniach z czerwonej skóry i paniami za ladą w białych czepkach, ma jednak niewiele wspólnego. Chyba tylko ceny, bo za 13,40 możesz jeść praktycznie ile chcesz! Jedzenie jest przygotowywane na bieżąco, a potrawy są wystawione w ogromnych misach, brytfankach i talerzach. To wszystko na ladzie długiej jak kolejki na bramkach na A1 😀 Dzięki temu widzisz, co zamawiasz. Na swojej stronie internetowej właściciele chwalą się, że ich potrawy są pyszne i nigdy nie widziały mikrofalówki od środka, bo jedzenie jest podgrzewane w tradycyjnych piecach, żeby było smaczniejsze i zdrowsze. Do wyboru, w wersjach z kuchni całego świata:

– lazanie

– gulasze i makarony

– kotlety

– naleśniki

– zapiekanki

– tarty

Oprócz dań głównych są jeszcze: zupy, napoje, i, moim zdaniem, najlepszy i obowiązkowy punkt programu: bar sałatkowy JESZ ILE CHCESZ! A to wszystko (czyli danie główne i sałatki) w zestawie za 13,40! No po prostu żyć, nie umierać 😀

 

Trudno się dziwić, że niemal o każdej porze dnia i nocy (czyli dokładniej kiedy restauracja jest otwarta) trudno załapać się na wolny stolik. Ale można, czego jestem żywym i już wielokrotnym przykładem 😀 W porze obiadowej trzeba też odczekać swoje w kolejce. Ale co by nie mówić – moim zdaniem jak najbardziej warto.

 

Gość w dom, jedzenie na stół

Zamawianie w Złotym Ośle to prawdziwy rytuał. Najpierw czekamy  w kolejce do kasy i przy tej okazji musimy się zdecydować, co będziemy zamawiać. A to nie lada wyzwanie, kiedy widzi się trzydzieści różnych potraw, a wszystkie świetnie pachną, wyglądają, więc pewnie też smakują. Na pewno znacie to straszne uczucie, kiedy trzeba wybrać jedno, a serce i żołądek mówią „ja chcę wszystko” 😀 Kiedy w końcu już wiemy, co najbardziej skradło nasze serce,, podchodzimy do kasy, dostajemy numerek zamówienia, sztućce i talerzyk na sałatki. Zaraz obok znajduje się bar sałatkowy, z którego nakładamy sobie, co dusza zapragnie. Później już tylko siadamy do stolika i czekamy, aż miła pani kelnerka przyniesie nasze jedzonko.

Ja przy mojej ostatniej wizycie zamówiłam zapiekane spaghetti ze szpinakiem i suszonymi pomidorami, a do tego dobrałam sobie 4 rodzaje sałatek: sałatkę z kaszy jęczmiennej, z białej fasoli z orzeszkami ziemnymi, warzywną i z zielonej soczewicy.

 

 

PS W rzeczywistości wszystko wyglądało lepiej niż na zdjęciach. Wybaczcie pozostawiającą wiele do życzenia jakość zdjęć, ale ostatnio mój telefon nie chce ze mną współpracować i w najbliższej przyszłości będę musiała coś z tym zrobić 😀

 

Rozkład na czynniki pierwsze

Dzisiaj skupię się jedynie na analizie dania głównego. Jeśli chodzi o sałatki, to w jutrzejszym wpisie ukażą się przepisy i ich kaloryczność, żebyście nie zwariowali od nadmiaru cyferek 😀 Będzie też trochę ciekawostek dotyczących tych sałatek.

Przepis na zapiekane spaghetti ze szpinakiem i suszonymi pomidorami zapożyczyłam z tej strony. Zamieniłam tylko typ makaronu na spaghetti, a dokładnie spaghetti pełnoziarniste. Jeśli użyjecie zwykłego białego spaghetti, zwiększy się nieco kaloryczność i znacznie podskoczy IG. Użyłam też pomidorów suszonych w oleju, bo takie moim zdaniem są smaczniejsze i z tego, co zauważyłam, są łatwiej dostępne w sklepach.

Przepis na 2 porcje.

Szczegółowe zasady oceny każdego dania znajdziecie tutaj.

 

Kaloryczność

365,5 kcal na porcję

143,1 kcal na 100g

143 kcal na 100 g przy daniu głównym w porze obiadowej to istna rewelacja! Głównie jest to zasługa faktu, że ta zapiekanka to danie wegetariańskie. Przy 365 kcal w porcji możemy spokojnie zjeść jeszcze cały talerz sałatek z baru sałatkowego 😀

Ocena: 3 pkt

 

Procentowy udział energii z różnych składników odżywczych

Jedna porcja dostarcza:

17,9 g białka

22,4 g tłuszczu

26,5 g węglowodanów

Energia z białek 20%
Energia z tłuszczów 55%
Energia z węglowodanów 29%

 

Tak spora ilość tłuszczu to zasługa głównie śmietany i parmezanu. Jeśli zależy nam na zmniejszeniu tej ilości, możemy spróbować zastąpić śmietanę jogurtem naturalnym lub greckim (choć nie jestem pewna jaki to będzie miało efekt po zapieczeniu i nie biorę za niego odpowiedzialności 😀 ) albo możemy zmniejszyć ilość parmezanu lub całkiem z niego zrezygnować.

Ocena: 1 pkt

 

Witaminy i minerały

Tutaj dopiero zaczyna się zabawa. W dotychczasowych wpisach z Kofeiny Bistro i Cukierni Gatner w przepisach, owszem, były jakieś składniki odżywcze, czasem nawet całkiem dużo. Ale tutaj? Patrzcie na to:

– 45% wapnia (parmezan, szpinak)

– 30% żelaza (szpinak)

– 36% magnezu (szpinak)

– 38% fosforu (parmezan, makaron, znowu szpinak)

– 25% potasu (znowu szpinak…)

– 56% witaminy C (i znowu szpinak)

– 38% witaminy B2 (szpinak, jajko, śmietana, parmezan)

– 49% kwasu foliowego (Co tym razem? Szpinak.)

Iiii… Uwaga…

– 252% witaminy A (Aaaaa! W szpinaku jest jej pięciocyfrowa liczba!)

– 698% witaminy K (Szpinak po raz setny powala wszystko inne na łopatki)

Coś czuję, że człowiek, który wymyśli dietę szpinakową będzie bogaty 😀 Jak widać w szpinaku jest dosłownie prawie wszystko! JEDZMY SZPINAK!

Dwie ostatnie liczby są wręcz komiczne, i trudno uwierzyć, że to w ogóle możliwe, zaspokoić zapotrzebowanie w prawie 700%, ale naprawdę tak jest 😀 A to wszystko tylko w jednym daniu! A co, jeśli zjemy jeszcze surówki…? Chyba zzieleniejemy od nadmiaru witamin!

Jedyny minus to fakt, że jest w tej zapiekance dość dużo cholesterolu, dokładnie połowa tego, ile powinniśmy dziennie zjeść.

Ocena: 10 pkt

 

Indeks glikemiczny

IG=35

Niewiarygodnie niski, dzięki przewadze warzyw.

Ocena: 3 pkt

 

Typ posiłku

Wegetariański

Ocena: 2 pkt

 

Wielkość porcji

Porcja zapiekanki, którą dostałam, była w kształcie kawałka tortu i w najszerszym miejscu miała około 6 cm. Szczerze mówiąc, jak na to miejsce to dość mała porcja. Samym drugim daniem na pewno bym się nie najadła, ale na szczęście uratowały mnie sałatki. Bar sałatkowy to gwarancja, że na pewno nie wyjdziemy głodni.

Z ciekawostek, zauważyłam, że w Złotym Ośle wszystko podają na bardzo dużych talerzach. Mój kawałek zapiekanki wyglądał na takim talerzu prawie tak źle jak muszka owocówka utopiona w kompocie 😀 To bardzo sprytny chwyt. Jeśli jemy coś na dużym talerzu, nasz mózg rejestruje, że zjedliśmy mało, bo jedzenie na takim talerzu wygląda biednie. Dlatego jest większe prawdopodobieństwo, że kupimy coś jeszcze.

 

Optymalna pora dnia/kiedy zjeść

Tutaj trudno o większą dowolność. Ze względu na wielkość porcji, która dostarcza mniej niż 20% zapotrzebowania kalorycznego przy diecie 2000 kcal, porcję takiej zapiekanki można zjeść zarówno na śniadanie, obiad, jak i kolację. Do obiadu najlepiej dobrać sobie coś jeszcze, żebyśmy nie byli głodni. Ze względu na skład potrawy, możemy ją zjeść naprawdę o każdej porze dnia i nocy: warzywa, makaron pełnoziarnisty i trochę parmezanu będzie dobre w porze obiadowej, na śniadanie może zastąpić na przykład omlet, a zjedzone na kolację nie będzie powodować trudności w zasypianiu. Krótko mówiąc, lekki i zdrowy posiłek na każdą okazję.

 

Nie samym jedzeniem człowiek żyje…

Ceny

Tak jak pisałam wcześniej – 13,40 za porcję z opcją „jesz ile chcesz” w pakiecie? Moim zdaniem bomba dla każdego.

Ocena: 3 pkt

 

Świeżość

Menu nie dość, że jest bardzo obszerne, to jeszcze codziennie się zmienia, a ruch jest tak duży, że dania muszą być przygotowywane i donoszone na bieżąco. Nie ma opcji, żeby coś było tutaj odmrożone albo zostało z poprzedniego dnia.

Ocena: 3 pkt

 

Czas oczekiwania

Z doświadczenia mogę powiedzieć, że czas oczekiwania zależy od ilości klientów w restauracji. Czasem trzeba poczekać 5 minut, a czasem 15. Dobre jest to, że jeśli jesteśmy bardzo głodni, możemy od razu nasycić się trochę sałatkami i dzięki temu czas oczekiwania nie wydaje się aż tak długi. Akurat przy tej wizycie miałam szczęście, bo moja zapiekanka dopiero co wyszła z kuchni i była jeszcze gorąca. W związku z tym nie było potrzeby jej podgrzewania i w ogóle nie musiałam czekać – dostałam ją od razu na talerz. Dlatego też daję najwyższą ocenę.

Ocena: 3 pkt

 

Wystrój

Typ wystroju to taka ludowo-hinduska knajpka. Trudno to dokładnie wyjaśnić, najlepiej zobaczyć na własne oczy. Ściany są malowane w kolorowe wzory w czerwono-brązowej tonacji, stoliki są różnej maści: wiklinowe, drewniane i z marmurowymi blatami, jedne z obrusami a inne bez, to samo jeśli chodzi o krzesła (i nie mówię tutaj o obrusach na krzesłach, tylko o ich różnych rodzajach 😀 ). Wszystko to sprawia wrażenie totalnego misz-maszu, w którym jednak jest jakaś metoda. Mnie się ten wystrój bardzo podoba, jest przytulnie i przyjemnie się tutaj przesiaduje.

Ocena: 3 pkt

 

Co na to Zdrowojedzeniowy Maniak?

Jako Zdrowojedzeniowy Maniak trudno mi wskazać inną restaurację, do której można przyjść częściej niż o każdej porze, nie wiadomo jak bardzo spłukanym, nawet będąc niemiłosiernie głodnym weganinem i zjeść lepszy obiad. Ale chyba już lepiej nic więcej nie będę mówić, bo jeszcze wyjdzie że to jakieś lokowanie produktu 😀 To tylko moja bardzo subiektywna opinia, wpadnijcie i sprawdźcie sami 😀

Polecam z całego serduszka!

 

Ocena końcowa: 31/34 pkt, czyli test zdany na 91% 😀

Zobacz, na którym miejscu w rankingu znajduje się Złoty Osioł.