O tym się nie mówi. Czy białko zabija…?

W szale na zdrowe odżywianie białko zyskało miano niemal idealnego składnika pokarmowego. Nie powoduje tycia, regeneruje organizm po wysiłku i na długo syci. Trudno się dziwić, że kulturyści, maniaczki bycia fit i osoby będące na diecie próbują wcisnąć go jak najwięcej do swojego jadłospisu. Problem w tym, że wszyscy pochłaniacze produktów białkowych nie wiedzą, jak wielką robią sobie krzywdę. Zresztą nie tylko oni – my wszyscy, bo wszyscy zjadamy zbyt dużo białka.

 

Dlaczego nadmiar białka jest szkodliwy?

W tym przypadku nadmiar znaczy tyle samo co zatrucie. Białko, inaczej niż węglowodany i tłuszcze, ma w sobie unikalny pierwiastek – azot. Kiedy już organizm wchłonie z kawałka kurczaka lub innego źródła wszystko, co jest mu potrzebne, resztę musi wydalić. W tej „reszcie” jest właśnie azot, z którego powstają toksyczne produkty przemiany materii: amoniak, wolne rodniki i inne toksyny. Szczególnie trudnym tematem są białka zwierzęce, które organizm najpierw musi rozbić na pojedyncze aminokwasy, a dopiero później zbudować z nich własne białka. Skutkiem jest dodatkowo duży wydatek energii i powstanie szkodliwych kwasów, które gromadzą się w organizmie. Organizm, chcąc sobie jakoś z nimi poradzić, zużywa cenne minerały. A im więcej białka w diecie, tym większe straty minerałów. Dodatkowo zbyt duża ilość amoniaku, wolnych rodników, toksyn i kwasów w organizmie powoduje powstawanie chorób cywilizacyjnych, m.in. nowotworów, cukrzycy i miażdżycy.

 

Nie jesteśmy przystosowani do jedzenia białka

Kiedy nasi pra-pra-pra dziadkowie australopitkowie hasali po sawannie, mieli pod dostatkiem minerałów, pochodzących głównie z roślin. Inaczej sprawa wyglądała jeśli chodzi o odpowiedniki naszego schabowego – okazja do zjedzenia czegoś bogatego w białko nadarzała się niezwykle rzadko. Dlatego organizm człowieka do dzisiaj jest zaprogramowany tak, żeby przy wchłanianiu minerałów być raczej wybrednym, a wszystkie białka pochłaniać po kolei, jak leci.

 

Australopitkowie a homo sapiens XIX w. to zupełnie inna bajka

Nasze ciała dalej myślą, że w naturze jest dużo minerałów, i że nie trzeba się wysilać, żeby je wchłonąć. Niestety od czasów australopitków trochę się zmieniło i to, co jemy dzisiaj, jest dużo mniej bogate w składniki mineralne. Dodatkowo, jeśli te już dostaną się do organizmu, muszą konkurować o receptory, które pozwolą im wniknąć do komórek i działać, jak należy. Suplementy nie są tutaj żadnych rozwiązaniem, bo receptory „wprowadzające” je do komórek i tak się nie rozmnożą, a jedynym skutkiem suplementacji będzie biegunka. Minerały z suplementów i receptory można porównać do kinomaniaków i sal kinowych: jaki ma sens wpuszczanie na noc filmową całej zgrai fanów Batmana, skoro wiemy, że i tak mamy ograniczoną ilość miejsc w salach? Nawet jeśli wszyscy wejdą, i tak tylko niektórzy załapią się na seans. Z białkiem jest całkiem inaczej. W tym przypadku nasz organizm to takie kino z salami kinowymi o rozciągalnych ścianach, które w pakiecie do seansu gwarantuje wniesienie na salę w lektyce 🙂 Nie dość, że bierze co popadnie, to jeszcze wydatkuje energię, żeby za wszelką cenę nie pozwolić białku się zmarnować. W końcu kiedyś to był towar deficytowy.

Taki mechanizm w dzisiejszych czasach jest dla nas zgubny, bo jedząc dużo białka potrzebujemy wielu minerałów, które nie wchłaniają się dobrze. Dlatego właśnie produkty bogate w białko są tak obciążające dla organizmu – powodują marnowanie składników mineralnych.

 

Skąd pomysł, że potrzebujemy dużo białka?

Żywieniowcy trąbią, że dieta musi być bogata w białko. Osoby świadome żywieniowo zawierają źródła białka w każdym posiłku. Jeden główny powód to fakt, że 50% tego, co zostawiamy po sobie w toalecie to martwe komórki. Stąd płynie wniosek, że jeśli pozbywiamy się w ten sposób tak wielu aminokwasów w postaci komórek, to trzeba dostarczyć dużo białka, żeby organizm miał szansę uzupełnić niedobory. W konsekwencji jemy go więcej niż potrzebujemy, a organizm je absorbuje, przy okazji zatruwając się coraz bardziej i zwiększając wydatek minerałów.

 

Jak jest naprawdę?

Spójrzmy na to logicznie. Czy naprawdę warto robić takie wielkie halo o trochę komórek w kupie…? Nie. Już mówię, dlaczego. Organizmowi wystarczy tylko tyle białka, żeby uzupełnić to, co wydali w ciągu dnia, czyli około 25-35 g. Co ciekawe, niektóre afrykańskie plemiona dostarczają go nawet mniej, a nadal nie prowadzi to do niedoborów. Jak to się dzieje? Organizmy tych Afrykańczyków po prostu stosują recykling. Jeśli zjedzą mniej, wtedy organizm wchłonie aminokwasy jeszcze przed wydaleniem ich z organizmu i wszystko będzie w porządku. Z drugiej strony jeśli Europejczyk naje się mięsa, to jest to naturalne, że wydali więcej aminokwasów. W końcu organizm aż tyle nie potrzebuje.

 

Czy potrzebujemy białek z tak wielu różnych źródeł?

Prawda jest taka, że organizm i tak sam wytwarza własne białka, więc najważniejsze jest to, żeby dostarczyć mu do tego wszystkich surowców, czyli aminokwasów. Tak naprawdę WSZYSTKO co zjadamy ma w sobie pełną gamę aminokwasów. Jest tak dlatego, że całe nasze pożywienie zbudowane jest z komórek, a komórki ze wszystkich niezbędnych aminokwasów. Na pewno nikt z Was nie je codziennie TYLKO kapusty albo TYLKO ryżu, więc jest bardzo małe prawdopodobieństwo, że jakiegoś aminokwasu zabraknie. Warto mieć na uwadze, że skoro każda komórka ma w sobie wszystkie niezbędne aminokwasy, to również rośliny zawierają pełnowartościowe białko. Nawet najbardziej restrykcyjna dieta wegańska (czyli bez żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego) dostarcza 60-70 g białka, a to dużo więcej niż minimum 25-35 g. Ponadto, białko roślinne jest dla organizmu łatwiej przyswajalne niż to zwierzęce. Jest tak dlatego, że składa się ono z wolnych aminokwasów, których nie trzeba już rozbijać na mniejsze części. Dzięki temu organizm nie wydatkuje niepotrzebnie energii i może szybciej zacząć syntezę własnych białek.

 

Czemu zawdzięczamy szał ciał na białko?

Można powiedzieć, że sami sobie zgotowaliśmy ten los. Chcąc zdrowiej się odżywiać, przeglądamy różne strony internetowe, kupujemy książki i czytamy, że białko jest dobre. Przy następnych zakupach w podskokach kierujemy się do alejki ze zdrową żywnością i kupujemy przede wszystkim to, co ma na etykiecie napis „high-protein”. Święcie przekonani, że robimy dobrze, powtarzamy ten scenariusz przy każdej kolejnej wizycie w supermarkecie. Producenci widzą, jakie powodzenie mają te produkty i zaczynają produkować ich coraz więcej. A my, na widok piętrzących się coraz wyżej stosów wysokobiałkowego jedzenia na półkach z zadowoleniem zacieramy ręce i utwierdzamy się w przekonaniu, że to jest to, czego nasz organizm potrzebuje do szczęścia.

 

Proste i logiczne. Ale to nie znaczy, że poprawne.

Skutki naszej dzisiejszej diety mogą być naprawdę bardzo poważne. Wędlina na śniadanie, kurczak na obiad i znowu wędlina na kolację to zdecydowanie zbyt dużo. Nie mówiąc o podjadaniu między posiłkami, na przykład kabanosów. Organizm w ten sposób coraz bardziej się zakwasza i traci coraz więcej minerałów. Co więcej, kawa czy czekolada, tak przez nas uwielbiane, to stymulanty, które sprawiają, że nerki się otwierają, pozwalając uciec jeszcze większej ilości składników mineralnych. W rezultacie w końcu chorujemy na choroby cywilizacyjne. Producenci natomiast się cieszą, bo nie dość, że kupujemy dużo mięsa, które jest przecież relatywnie drogim produktem spożywczym, to jeszcze zostawiamy w aptekach całą masę pieniędzy. Smutne.

 

Dlatego apeluję, żebyście spróbowali chociaż przez parę dni ograniczyć ilość białka, które zjadacie i sprawdzili, jak to wpłynie na Wasze samopoczucie. Gwarantuję, że wpłynie dobrze nie tylko na samopoczucie, ale przede wszystkim na zdrowie. Jeśli jednak chęć zjedzenia pulpecików w sosie śmietanowym albo lasagne (o zgrozo! tym bardziej jeśli jest tłusta!) będzie silniejsza, to na pewno się nie obrażę 😀 To tylko i wyłącznie Wasza decyzja, a i tak najważniejsza jest świadomość. Może kiedyś jeszcze do tej decyzji dojrzejecie 😀 Trzymam za Was kciuki 😀

 

Drogie mięśniaki – wielbiciele siłki i odżywek białkowych!

Wiem, że w Waszym jadłospisie jest czasem nawet 200 g białka. Okej. Ale czy wiecie, że mięśnia nie są w stanie przyswoić więcej niż 10 g dziennie? A to i tak szaleństwo. Jedząc te 200 g nie tylko nie sprawiacie, że Wasze mięśnie urosną szybciej, ale też skazujecie nerki na istną udrękę przy wydalaniu ogromnej ilości kwasów. 50 g całkowicie wystarczy: 35 g, żeby uzupełnić ubytki, 10 g dla mięśni i 5 g na czarną godzinę 🙂

 

Drogie panie na cudownej diecie Dukana!

Nic, co ma w nazwie słowo „dieta”, na dłuższą metę nie jest dobre. No, może tylko „zdrowa dieta”, ale to raczej sposób bycia niż dieta. A Dukan to sposób tylko na poważne zatrucie organizmu i efekt jo-jo po jego odstawieniu. Rozważcie, czy nie warto po prostu przerzucić się na jedzenie mniejszych porcji ale częściej i zastępowaniu części białka i węglowodanów warzywami. Brzmi prościej i bardziej przyjaźniej, nieprawdaż? A gwarantuję, że efekt będzie taki sam, a nawet lepszy.

 

Ale się rozpisałam 😀 Dajcie znać w komentarzach co myślicie, jestem bardzo ciekawa 😀

 

Źródło: wykład dr. Adiel Tel O-ren’a „The Truth About Protein”

  • Agata

    Super artykuł 🙂