W marchewce nie ma witaminy A

Wcinasz marchewkę na kilogramy myśląc, że dostarczasz organizmowi dużo witaminy A? Niestety jesteś w błędzie. Witaminy A nie ma też w kolorowych warzywach ani nawet w produktach, które rzekomo są w nią wzbogacone.

 

Ale jak to…?

To, o czym myślisz, że jest witaminą A, to tak naprawdę beta-karoten – prowitamina, od której jeszcze długa droga do witaminy A, bo wątroba sama musi ja sobie wytworzyć, koniecznie przy obecności tłuszczu.

Jedząc surową marchewkę, po pierwsze nie dostarczamy tłuszczu, który umożliwiłby przemianę beta-karotenu w witaminę A, a po drugie zapewniamy sobie pewne wydalenie większości beta-karotenu przy następnej wizycie w toalecie dzięki zasłudze dużej ilości błonnika z marchewki.

Produkty wzbogacone w witaminę A też zazwyczaj tak naprawdę zawierają beta-karoten, a jeśli naprawdę jest to witamina A, to jest ona syntetyczna.

 

W takim razie skąd wziąć witaminę A?

Najlepsze źródła „prawdziwej” witaminy A to masło, żółtka i tłuszcze zwierzęce. Z tych źródeł organizm przyswoi ją najlepiej. Jeśli jednak zdecydujemy się na marchewkę albo inne kolorowe warzywa, dodajmy do nich chociaż odrobinę tłuszczu. Łyżka oliwy w surówce nie tylko nas nie utuczy, ale też poprawi jej smak i da organizmowi dostawę witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, m.in. witaminy A.

 

Po co mi witamina A?

Witamina A jest niezbędna do prawidłowego funkcjonowania tarczycy, sprzyja gojeniu się ran i pozytywnie wpływa na funkcjonowanie wzroku.

 

Źródło: Jerzy Zięba, „Ukryte Terapie. Czego ci lekarz nie powie”, Rzeszów 2016

 

PS Jutro ukaże się kolejny artykuł, pierwszy z serii „Jedzonko pod lupą”. Będzie dużo mało znanych, czasem nawet szokujących faktów o białku. Przed przeczytaniem zapomnijcie na chwilę o tym, co myśleliście do tej pory.