Co robić, kiedy znowu słyszysz NIE?

Czyli jak radzić sobie z odmową.

Zwróciłam się wczoraj o pomoc do osoby, od której spodziewałam się ją dostać jak od nikogo innego. Sprawa była ważna. Z bijącym sercem otworzyłam maila ze skrótem “Re” w temacie i modliłam się w myślach, żeby znaleźć w nim to, czego potrzebowałam.

Znalazłam tylko jedno. “Niestety nie mam czasu.”.

Serce przestało bić, a z płuc wypuściłam najcięższy od jakiegoś czasu kilogram powietrza.

No tak. Czego ja oczekiwałam. Przecież 10 minut to tak dużo.

Czas jest bezcenny

To naprawdę dużo – i to nie jest sarkazm. W 10 minut można urodzić dziecko, wziąć ślub albo stracić cały swój majątek przez krach na giełdzie. 10 minut czasem może zadecydować o reszcie życia.

Czas to towar deficytowy. Tutaj wysiadają nawet recykling, odzysk i fuzja jądrowa. To wielka odpowiedzialność, żeby wykorzystać go w taki sposób, żeby nie żałować ani jednej sekundy. Tym bardziej, że odpowiada się przed najbardziej wymagającą komisją świata – samym sobą.

Niektórzy są świadomi powagi sytuacji i starają się wykorzystać dany im czas jak najlepiej – rozwijają się, inwestują, żyją. Inni natomiast trwają w błogiej nieświadomości, że kiedyś mogą obudzić się z myślą, że zmarnowali całe życie na mało ważne sprawy. Ale wszyscy mają jedną wspólną cechę: przy wyborze sposobu wykorzystania czasu głównym kryterium jest dla nich ich własne dobro.

Odrzucenie to tylko skutek uboczny

Dzisiaj każde wolne 10 minut jest jak wyjątkowy prezent od losu. To wszystko przez pośpiech, pogoń za pieniędzmi, za dobrobytem i innymi rzeczami, które trudno złapać. Gonimy, ale zamiast na celu – skupiamy się na gonitwie. Dlatego wolny czas traktujemy przede wszystkim jako prezent dla nas samych – prezent za wszystkie nasze wysiłki. Rzadko oddajesz innym prezenty, które Ci się podobają, prawda?

Gdybyś miał do wykorzystania w dowolny sposób jedyne 10 minut w życiu, na co byś je poświęcił? Na odpoczynek czy pracę na rzecz innych? Na rozmowę z rodziną czy telefon do dalekiego znajomego? Na wizytę u babci czy w sierocińcu?

Ja za każdym razem wybrałabym pierwszą opcję.

Poświęcamy czas na to, co jest dla nas najważniejsze. Nie musisz być szczytem hierarchii wartości wszystkich ludzi na świecie. Jeśli będziesz nim tylko dla jednego człowieka, będzie to dla Ciebie największy powód do szczęścia.

Co robić, kiedy usłyszysz NIE?

Wyobraź sobie taką sytuację. Właśnie udało Ci się dokonać czegoś, na co poświęciłeś bardzo dużo czasu i energii. Jesteś z siebie tak dumny, jak mógłbyś być, gdyby napisana przez Ciebie książka pomogła wszystkim ludziom na ziemi wyleczyć się z depresji. Do pełnego szczęścia potrzebujesz tylko wsparcia bliskiej Ci osoby. Zwracasz się do niej, a w odpowiedzi słyszysz: “Niestety, nie mam czasu.“.

Pierwsze, co nasuwa się na myśl, to teksty typu “Jak można być tak zapatrzonym w siebie bucem?!”, przekleństwa i milion osiemset szesnaście pomysłów na zemstę.

Nie stawaj się takim samym bucem jak on

Kiedy zaczynasz w myślach przeklinać swojego niedoszłego doradcę, stajesz się taki sam, jak on, wiesz o tym? Mówisz, że jest zapatrzony w siebie – a co Ty właśnie robisz? Myślisz tylko o tym, jak bardzo ucierpiała TWOJA psychika. Jak bardzo ktoś ma CIEBIE gdzieś. Zachodzisz w głowę, czy TY nie jesteś wart tych marnych 10 minut. Wybacz – to nie są myśli tybetańskiego mnicha, który troszczy się tylko o innych.

Nie rób sobie krzywdy

Twój mózg bardzo osobiście traktuje wszystko, co mówisz do siebie w myślach. Jeśli myślisz sobie “Bardzo nie lubię Basi, bo jest przemądrzała.”, Twój mózg odbiera tę myśl tak, jakbyś mówił to o samym sobie. Dlatego za każdym razem, kiedy zadręczasz się negatywnymi myślami, sam zatruwasz sobie głowę. A później dziwisz się, dlaczego jesteś taki zdenerwowany i dlaczego masz taki beznadziejny humor.

Wytłumacz sobie to tak, żeby było Ci dobrze

Postaw się na chwilę na miejscu osoby, która Ci odmówiła, i zamiast robić z niej potwora, pomyśl, że to przecież zwykły człowiek. On nie chce dla Ciebie źle – chce tylko dobrze dla siebie, a to różnica. Może powiedział NIE, bo musiał poświęcić swoje 10 minut na pisanie ważnej pracy, od której zależały całe jego studia? Na naprawienie korków, żeby jego dzieci nie płakały ze strachu przed ciemnością? Na rozmowę z przyjaciółką, która ma myśli samobójcze po rozstaniu z chłopakiem? Postaraj się go zrozumieć i uszanować jego decyzję.

Być może niektórzy potraktują to jako złudne “robienie sobie dobrze”, bo pewnie zamiast ratować świat, ten ktoś oglądał głupie filmiki na YouTube. Ale co Cię obchodzi, co on tak naprawdę robił? Czy jeśli zaczniesz myśleć źle o drugiej osobie, będziesz miał gwarancję, że to, co myślisz, to prawda? Wolisz myśleć dobrze i poczuć się lepiej, czy niepotrzebnie i bez powodu pogrążać się w rozpaczy, jak bardzo ten ktoś Cię nienawidzi? Przecież to nonsens. A nawet jeśli rzeczywiście oglądał te filmiki, to widzę tylko jedno wyjście. Rozważ, jaki sens ma znajomość z kimś, kto ceni prostackie teksty YouTuberów bardziej niż bliskie mu osoby.

Nie mógł zrobić tego później?

Dobre pytanie. Nie znam odpowiedzi, ale myślę, że gdyby mógł i gdyby był poważnym człowiekiem, powiedziałby Ci o tym. Jeśli tego nie zrobił, widocznie nie mógł. Nie mógł bo nie mógł ale nie mógł bo nie chciał. Tego się nie dowiemy. W obu przypadkach odpowiada przed własną najbardziej wymagającą komisją do spraw dobrego wykorzystywania czasu na świecie. Dlatego Ty nie musisz się przejmować wydawaniem na niego wyroku. Jeśli odmówił – trudno, sam pozbawił się udziału w Twoim niewątpliwym przyszłym sukcesie.

Wybiel czarny scenariusz

Zastanów się, dlaczego ten ktoś Ci odmówił. Tylko proszę Cię, myśl logicznie. Logicznie znaczy bez tłumaczenia, że spotkałeś się z odmową, bo jesteś gorszy, albo dlatego, że druga osoba chciała zrobić Ci na złość. Nie dość, że to nielogiczne, to jeszcze mało prawdopodobne. Ludzie myślą przede wszystkim o sobie. Rzadko zdarza nam się w pierwszej kolejności myśleć o innych. Dlatego jeśli ktoś Ci odmówił, to moim zdaniem dlatego, że wolał spożytkować kolejne 10 minut swojego życia na myślenie o sobie. Podjął tę decyzję na długo przed tym, jak się do.niego zwróciłeś. Każda osoba, która w tym momencie czegoś by od niego oczekiwała, też usłyszałaby NIE. No chyba, że byłby to Barack Obama. Ale, z całym szacunkiem dla Twojego kolegi, póki co za bardzo nie dorasta mu do pięt, żeby taki człowiek poświęcił nawet pół minuty na proszenie go o pomoc.

Każde NIE to szansa

Kiedy po mojej wczorajszej sytuacji ochłonęłam i zaczęłam się nad nią zastanawiać, doszłam do wniosku, że wyniknęło z niej więcej pożytku niż szkody. Zyskałam inspirację na wpis, nauczyłam się lepiej panować nad emocjami, stałam się bardziej odpowiedzialna, bo musiałam sama podjąć decyzję. Gdybym usłyszała TAK, dostałabym rozwiązanie przygotowane na tacy, a przez to wcale bym się nie rozwinęła. Dzięki temu jednemu NIE w 2 minuty poszerzyłam swoją strefę komfortu o kolejny życiowy metr.

Jestem pewna, że Twoje NIE też niesie więcej korzyści niż sądzisz. Dzięki każdej takiej sytuacji możesz się dużo nauczyć. Zastanów się tylko, co dobrego możesz z niej wynieść.

Lepiej oczekiwać dobrego i się zawieść czy wypatrywać złego i być pozytywnie zaskoczonym?

Nie lubię tego pytania, bo jak dla mnie każda odpowiedź jest zła. Każda zakłada, że coś się nie uda. Dlatego zamiast wybrać jedną z tych dwóch opcji, wybieram trzecią:oczekiwać dobrego i być zaskoczonym, kiedy efekty okażą się lepsze niż oczekiwałam. Nie przyjmuję porażki do wiadomości. Radzę Ci też wypróbować takie podejście – mimo stosowania go, póki co co żyję, czuję się świetnie i cały czas się uśmiecham, więc chyba działa.

Na co poświęcisz Twoje 10 minut?

Możesz zrobić z nimi cokolwiek chcesz. Twój czas to Twoja własność. Chcesz wykorzystać je na oglądanie ulubionego serialu? Świetnie! W końcu w Twoim życiu najważniejszy jesteś Ty i Twoje szczęście. Jeśli jesteś szczęśliwy przede wszystkim dzięki dbaniu o własne sprawy, każdy powinien to uszanować. W gruncie rzeczy wszystko, co robimy, robimy po to, żeby było nam dobrze.

Ale chcę, żebyś rozważył inną opcję produkowania szczęścia. Co by było, gdybyś czerpał szczęście z dawania siebie innym? Gdyby to szczęście nawet przewyższało to, co jesteś w stanie sam sobie dać?

Opowiem Ci, jak to było u mnie. Ogólnie nie uważam się za zbyt opiekuńczą osobę – wychodzę raczej z założenia, że każdy dla własnego dobra powinien umieć troszczyć się o siebie. Ale ostatnio postanowiłam zrobić eksperyment i spróbować bycia Matką Teresą. Zaczęłam głośniej mówić, jeszcze więcej się uśmiechać, nie oceniać, starać się kontrolować emocje i nie odreagowywać ich na innych. Ale co najważniejsze, postanowiłam w każdy możliwy sposób ułatwiać życie innym. Zaczęłam więcej rozmawiać z innymi i skupiać się bardziej na nich niż na sobie. Od niedawna z zapałem robię rodzince kolację, chociaż mam lepsze zajęcia niż gotowanie jajek na miękko, i staram się nie robić rabanu w łazience o 5 rano, żeby nikogo nie obudzić, chociaż jestem straszną niezdarą. Mówię też uśmiechnięte “dzień dobry” sprzątaczkom, których nikt nie zauważa. I wiesz co? Znalazłam w tym szczęście! Szczęście w uszczęśliwianiu innych, a nie siebie – kto by pomyślał! A jednak! Śmieszy mnie, że czasem jeszcze zapominam, że to jest mój przepis na dobre życie i wtedy staję się dawną, trochę zrzędliwą Monią. Ale przynajmniej już wiem, jak się z tego wyleczyć – teraz pozostaje tylko wdrożyć terapię 24/7, do stosowania przez całe życie.

Może Ty też spróbujesz?

Pamiętaj!

Każdy ratuje świat na własny sposób.

Pomogą Ci tylko ci, którzy ratują go tak samo, jak Ty. A reszta? Potrzebują Ciebie bardziej niż Ty ich.

Na co poświęcisz Twoje 10 minut? 🙂

Trzymaj się ciepło

  • To „nie” ma dwa strony. Jedna to mamy prawo coś komuś odmówić i nie tłumaczyć się z tego, to jest właśnie asertywność. Z drugiej strony jeśli ktoś nam odpowie „nie” to powinniśmy to zaakceptować bo prawo „nie” działa w 2 strony. Mi trochę czasu zajęło aby to pojąć bo nasze sprawy są dla nas zawsze najważniejsze… Pozdrowienia!

  • Och! Wychowanie

    Dobre przesłanie Moniko dla wszystkich, którzy są malkontentami lub sami nie wiedzą, czego od życia chcą 🙂

  • Fajny wpis. 🙂 Ja akurat mam odwrotnie – muszę sobie przypominać, żeby zająć się sobą. Niestety przesadzanie w żadną stronę nie jest dobre. Twój wpis zostawił mnie jednak z bardzo ważnym pytaniem, bo okazało się, że bardzo rzadko słyszę „nie”. Nie liczę tu sytuacji zawodowych, bo w mojej pracy to akurat dość częste, ale poza tym nie ma tego wiele… Chyba powinnam się cieszyć. 🙂

    • Monika Skrobol

      Nie chyba, tylko na pewno 😀 Pozdrawiam!