Dlaczego tłuszcz jest jak zepsuta pralka?

Dlaczego tłuszcz, a raczej jego nadmiar, jest szkodliwy?

Obecnie coraz więcej osób wie, że jedzenie tłustych potraw nie sprzyja szczupłej sylwetce i dobremu zdrowiu. Z tego też powodu coraz częściej się z nich rezygnujemy, i oby tak dalej! Jednak mało kto wie o jednej właściwości tłuszczu, która bardzo negatywnie wpływa na trawienie. I właśnie o niej chcę Wam dzisiaj powiedzieć, żebyście być może mieli jeden argument więcej przy motywowaniu samych siebie do jeszcze zdrowszego i mniej tłustego sposobu odżywiania i dzielnej walki z nadmiarem tłuszczu w diecie.

 

Tłuszcz a pralka – co ma piernik do wiatraka?

 

Wpływ tłuszczu na organizm

Pralka, jaka jest, każdy widzi. Wiadomo – ma prać. Ale wiadomo też, że czasem się psuje. Popsuta pralka zasadniczo robi źle jedną rzecz: nie pozwala proszkowi do prania dobrze zrobić swojej roboty. Dlatego pranie wyciąga się z niej tak samo brudne, jak się włożyło.

Tłuszcz działa tak samo, tylko że zamiast na pranie, to na jedzenie. Proszek do prania to odpowiednik soków trawiennych. W “dobrze działającej pralce”, czyli przy poprawnym trawieniu, soki trawienne (proszek do prania) mają dostęp do treści pokarmowej (brudnych ubrań) i mogą poprawnie działać. Ich zadaniem jest trawienie białek, wstępne trawienie tłuszczów i umożliwienie ich wchłaniania. Tak samo, jak proszek do prania usuwa brud ze skarpetek, tak soki trawienne rozkładają pokarm na mniejsze, lepiej wchłanialne części.

Jeśli w tym, co zjemy, będzie zbyt dużo tłuszczu, to nasza “pralka” się popsuje, a trawienie nie będzie przebiegać prawidłowo.

Tłuszcz hamuje wydzielanie i dostęp soku żołądkowego do treści pokarmowej, a także utrudnia wchłanianie białek i innych składników. Dlatego większość tego, co zjemy, trafia do żołądka i kisi się tam przez jakiś czas, ale wiele cennych składników nie jest uwalnianych. Te składniki wędrują później do dalszych części przewodu pokarmowego i zamiast zostać wchłonięte, są wydalane razem z kałem. Czyli w skrócie: jemy, ale się nie odżywiamy. Niemal jedynym pożytkiem z jedzenia jest w tej sytuacji przyjemność.

 

Co to znaczy “zbyt dużo tłuszczu”?

“Zbyt dużo” to pojęcie bardzo względne, bo trudno jest zmierzyć faktyczną zawartość tłuszczu w potrawie. Ale na pewno jesteście w stanie stwierdzić, kiedy czujecie w ustach, że to, co właśnie zjadacie mogłoby jednak być mniej tłuste. Do tłustych potraw na pewno możemy zaliczyć:

  • Fast foody
  • Potrawy smażone
  • Sałatki posklejane majonezem albo surówki ociekające olejem
  • Produkty naturalnie bogate w tłuszcze, na przykład tłuste ryby i mięsa, awokado czy orzechy
  • Sosy do mięs

 

Skutki nadmiaru tłuszczów w pożywieniu

Mechanizm “zepsutej pralki” wpływa na to, że tłuste pokarmy są najzwyczajniej w świecie ciężkostrawne – a teraz już wiemy, dlaczego. Mieliście kiedyś uczucie strasznej ciężkości w żołądku po zjedzeniu na przykład kaczki, kubełka skrzydełek z KFC albo góry pączków w Tłusty Czwartek? Myślę, że każdy tego doświadczył, przy tej albo innej okazji. Teraz już wiecie, że czuliście się tak nie dlatego, że tłuszcz sam w sobie jest ciężkostrawny, tylko dlatego, że nie pozwala on sokom trawiennym rozłożyć pokarmu na mniejsze składniki odżywcze. Z tego też powodu warto pamiętać, żeby nie przesadzać z ilością produktów bogatych w tłuszcz w diecie. Wszystko jest dla ludzi, ale dla własnego dobra lepiej zachować umiar.

 

Czy fast food się opłaca?

Fast foody kupujemy głównie z dwóch powodów, pomijając przyjemność – bo są tanie i szybko możemy się nimi najeść. Ale czy z tym najedzeniem to rzeczywiście prawda? Zastanówmy się – przecież prawie cały ten hot-dog czy inny hamburger i tak zrobi tylko krótki, ale nieprzyjemny sprint po naszym przewodzie pokarmowym i opuści go w niemal niezmienionym stanie, nic wartościowego po sobie nie zostawiając. Tak naprawdę w sensie odżywczym nie najemy się nim w ogóle. Na jakiś czas pozbawimy tylko żołądek pretekstu do burczenia, i tyle.

Jeśli by spojrzeć na to od strony finansowej, to tłuste jedzenie, za które płacimy po to, żeby dostarczyć sobie składników odżywczych, nie spełnia właśnie tej podstawowej funkcji. W tej sytuacji argument “taniości” przemawiający za kupowaniem fast foodów nie jest już taki przekonywujący. Płacimy wyłącznie za przyjemność z jedzenia, tak jak w przypadku słodyczy. Niektórym to nie przeszkadza, i ja to rozumiem – trzeba mieć coś z życia. Tutaj chodzi raczej o to, że jeśli ktoś traktuje fast foody czy też inne tłuste dania jak “pożywny posiłek”, to jest w niemałym błędzie. Czy nie byłoby rozsądniej za te same pieniądze kupić coś, co naprawdę nas nasyci?

To tak samo jak z pralką. Kto przy zdrowych zmysłach kupuje zepsutą pralkę? Opłacałoby się to chyba tylko właścicielom pralkowych komisów, gdyby istniały. No, chyba, że komuś wyjątkowo podoba się jej wygląd, i chce za nią zapłacić, żeby stała w domu i robiła za ozdobę łazienki. Jeśli ma do tego miejsce – czemu nie, zawsze można pochwalić się znajomym 🙂