Pier*olę, nie robię. To chodź się zmotywować!

Na początku było pięknie. Motylki w brzuchu na samą myśl o osiągnięciu celu. Wielkie wizje. Piękna perspektywa zmiany siebie i świata na lepsze. Nieważne, czy chodziło o zmianę diety, rzucenie palenia, naukę języka, lepszą organizację czasu albo podróż życia. Motywacja była ogromna, bo czułeś, że to będzie coś ważnego.

I znowu wyszło, jak zawsze.

W takim razie co się stało? Dlaczego z czasem wizja celu, który kiedyś wydawał się szczytem marzeń, przestała budzić entuzjazm i zaczęła kojarzyć się z walką zamiast gonieniem za marzeniami?

Ty też tak masz?

Skądś to znasz? Pewnie tak. Myślę, że wszystkim nam  zdarza się to częściej niż byśmy sobie tego życzyli. Na początku zawsze jest pięknie, ale w pewnym momencie dopada nas szara rzeczywistość i pozwalamy jej zawładnąć światem naszych ideałów. Wtedy cel przestaje wydawać się tak wspaniały jak wcześniej i zaczynamy wątpić, czy aby na pewno warto.

Więcej wiedzieć to więcej móc

Za każdym razem, kiedy mnie się to zdarza, zastanawiam się, z czego to wynika. Bo moim zdaniem już sama świadomość, dlaczego zachowujemy się tak, a nie inaczej, przybliża nas do rozwiązania problemu. Można się naprawdę zdziwić, jak często okazuje się, że ten problem leży całkowicie gdzie indziej, niż się spodziewaliśmy.

Czy jest ze mną coś nie tak?

Najważniejsze jest, żeby pamiętać, że brak motywacji nie oznacza, że to z Tobą jest coś nie tak. To ze wszystkim dookoła jest coś nie tak, a nie z Tobą! Mówię poważnie! W temacie motywacji warto właśnie tak na to patrzeć. Motywację można wzbudzić stosunkowo łatwo, jeśli się wie, jakie mechanizmy nią rządzą i jak sprytnie nimi manipulować, żeby działały na naszą korzyść. W końcu to właśnie motywacja sprawia, że robimy coś z przyjemnością i nie musimy się do tego zmuszać. I o to w życiu chodzi – żeby jak najmniej musieć, a jak najwięcej chcieć.

 

Okej. A teraz konkrety!

Trochę o samej motywacji

Motywacja motywacji nierówna. Psychologowie wyróżnili 2 rodzaje: zewnętrzną i wewnętrzną.

Motywacja zewnętrzna

Motywacja zewnętrzna to wszystko to, co motywuje nas do działania i jednocześnie nie jest zależne od nas. To może być na przykład ładna pogoda, która sprawia, że bardziej nam się chce; energetyzujący artykuł w Internecie, na który natrafiliśmy przypadkiem (na przykład taki, będzie przydatny dla blogerów), a który dał nam kopa do działania albo budująca rozmowa z przyjacielem.

Motywacja wewnętrzna

Motywacja wewnętrzna jest bardziej wartościowa, bo ma większą siłę przebicia. To dlatego, że wypływa z nas samych – są to wszystkie te motywy, które są dla nas ważne. Przykładowo, motywacją wewnętrzną będzie potrzeba akceptacji, która popchnie nas do zrzucenia 50 kilogramów, żeby inni przestali się z nas wyśmiewać. Będzie to też świadomość, że jeśli zaczniemy prowadzić kalendarz i dzięki temu lepiej zapanujemy nad rzeczami do zrobienia, będziemy mogli więcej czasu spędzać z dziećmi albo dziewczyną czy chłopakiem.

 

Oprócz podziału na motywację zewnętrzną i wewnętrzną istnieje jeszcze podział na motywację pozytywną i negatywną.

Motywacja pozytywna

Pozytywna to taka, która zakłada jakiś pozytywny skutek naszego działania. Najprościej mówiąc, jest to motywacja typu: “Jeśli zrobię A, to B”, przy czym B to coś wspaniałego, wymarzonego i ogólnie najlepszego na świecie. Na przykład rejs dookoła świata pod warunkiem odkładania 1000 zł miesięcznie przez cały rok.

Motywacja negatywna

Istotą motywacji negatywnej jest natomiast chęć uniknięcia czegoś. Schemat takiej motywacji to “Jeśli A, to B”, gdzie B to coś, czego za żadne skarby świata nie chcemy doświadczyć. Motywację negatywną odczuwamy wtedy, kiedy wstajemy wcześnie rano, żeby zdążyć do znienawidzonej pracy tylko dlatego, żeby szef nie obciął nam pensji za notoryczne spóźnienia.

 

Jaka motywacja jest najlepsza?

Najzdrowsza, najbardziej trwała i niosąca ze sobą największą siłę jest motywacja wewnętrzna pozytywna. Wewnętrzna jest o tyle ważna, że będzie działała zawsze, bez względu na okoliczności. Jeśli będziemy odczuwali silną wewnętrzną potrzebę zrobienia czegoś, to nawet kiedy będziemy niewyspani, za oknem będzie lało, ucieknie nam autobus, a na giełdzie padną notowania – nie będzie to miało żadnego znaczenia. I tak znajdziemy energię, żeby zrobić swoje. Poza tym ważne jest, żeby była to motywacja pozytywna. To pozwoli nam na wpadanie w euforię na samą myśl o osiągnięciu celu, co będzie jeszcze bardziej motywujące. Negatywna odmiana może mieć co prawda większą siłę, ale będzie to zawsze układ na zasadzie uciekania od czegoś. Nie chciałbyś przez większość życia przed niczym uciekać, prawda?

O tym, jak zbudować właśnie taką trwałą i silną motywację, przeczytasz w dalszej części artykułu, w części zatytułowanej „Jak odzyskać motywację?”. A teraz parę słów o powodach, dla których tak często mówimy “Gdyby mi się chciało tak jak mi się nie chce”.

 

Dlaczego motywacja znika?

1. Tak naprawdę nigdy nie chciałeś osiągnąć tego, do czego dążyłeś.

Bardzo często wyznaczamy sobie cele pod presją otoczenia. Podoba Ci się na przykład, jak Twoja znajoma opowiada o cudownych właściwościach porannego joggingu. Podobno dzięki niemu ma więcej energii w ciągu dnia, zgrabniej wygląda, poprawił jej się metabolizm i ma lepszy humor. Oczywiście wylicza jeszcze milion innych rzeczy. Mówi, że Ty też powinieneś. Wizja nowego, energicznego Ciebie podoba Ci się tak bardzo, że postanawiasz też zacząć biegać. Wstajesz codziennie o 5:00, wkładasz dres i wio! – ruszasz na podbój ścieżek wydeptanych przez biegaczy. Ale po tygodniu masz już dość. I zaczynasz się zastanawiać, co jest z Tobą nie tak. Otóż nic, bo to nie był Twój cel, tylko cel Twojej koleżanki. W takiej sytuacji jest pewne, że motywowało Cię coś innego, niż sądziłeś. Być może do szczęścia nie jest Ci potrzebne bieganie, tylko coś, co to bieganie miało Ci dać, ale nie dało – odnalezienie pasji, poczucie dobrze spędzonego czasu albo podniesienie poczucia własnej wartości. Zastanów się, czego tak naprawdę chcesz. I szukaj, bo w tej kwestii najlepiej sprawdza się metoda prób i błędów. Nie kieruj się przy tym opiniami innych, bo to Ty odpowiadasz za swoje szczęście, a nie oni.

Skąd wiadomo, że cel jest zgodny z Twoimi prawdziwymi pragnieniami?

  1. Małe zwycięstwa na drodze do niego sprawiają, że czujesz się lepiej.
  2. Kiedy wyobrażasz sobie siebie w przyszłości, już po osiągnięciu celu, czujesz radość, zadowolenie i satysfakcję. Wręcz uśmiechasz się sam do siebie. Po prostu to czujesz.
  3. Nie robisz tego dla innych, tyko dla siebie.

Jeśli tak nie jest, zmień cel. Zaoszczędzisz czas, który poświęciłbyś dążeniu do czegoś, co nie jest Ci potrzebne i czego tak naprawdę nie chcesz. Jeśli jednak zdania powyżej są o Tobie, czytaj dalej.

Nieodpowiedni cel to jedna opcja, ale jest też inna.

2. Cel jest dobry, ale wybrałeś nieodpowiednią drogę, żeby do niego dojść.

Tutaj najlepszym przykładem są diety. Wagę można zrzucić na sto tysięcy sposobów: zacząć biegać, wykupić karnet na siłownię, zrezygnować ze słodyczy, przejść na dietę 1000 kcal, Dukana albo zacząć jeść same ziemniaki. Do wyboru do koloru. Odnosi się to do wszystkich dziedzin życia. Więc jeśli jest tyle możliwości, to dlaczego często upieramy się na jedną, i mimo, że nie działa, ciągle idziemy w zaparte w nadziei, że pewnego dnia nam się spodoba? Nie warto marnować życia na takie zabawy, lepiej poszukać gdzie indziej. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu – jedne przez góry, inne wzdłuż rzek. Tylko od Ciebie zależy, którą drogę wybierzesz. Ważne, żeby Tobie się podobała.

3. Zapomniałeś, po co robisz to, co robisz. Twoja wizja jest niewystarczająco silna.

Pamiętasz, jak na samym początku tryskałeś entuzjazmem i zapałem do działania? To dlatego, że często wyobrażałeś sobie, co będzie, kiedy Ci się uda. Jeśli w miarę upływu czasu przestałeś to czuć, to bardzo prawdopodobne, że skupiasz się na samej drodze, a nie na celu. Najlepiej widać to na przykładzie nauki języków. Załóżmy, że chcesz codziennie nauczyć się 20 nowych słówek. Robisz to dzień, tydzień, miesiąc – a później na myśl o nauce robi Ci się niedobrze, bo to tylko suche klepanie paru zwrotów na pamięć. Wiesz dlaczego? Bo przyjąłeś punkt widzenia krótkowidza. Skupiasz się na tym, że musisz się nauczyć tych 20 słówek, zamiast myśleć o tym, jak świetnie będzie, kiedy po miesiącu będziesz ich znał już 600 i będziesz w stanie czytać książki, oglądać filmiki na YouTube i swobodnie rozmawiać z obcokrajowcami. Perspektywa zmienia wszystko.

4. Wymagasz od siebie za dużo.

Tutaj przykład ze słówkami też pasuje idealnie. 20 słówek to zdroworozsądkowe podejście do tematu. Ale załóżmy, że ktoś jest bardzo ambitny i chce się nauczyć 400 słówek dziennie. Szczytny cel, ale praktycznie niewykonalny. Już sama myśl o wysiłku, jaki codziennie trzeba będzie włożyć w naukę, działa bardzo demotywująco. I tak jest ze wszystkim. Ambicja to dobra cecha, ale tylko w parze z umiarem.

5. Dążenie do celu przestało być przygodą, a zaczęło być przykrym obowiązkiem.

Po prostu wpadłeś w rutynę. Robisz cały czas to samo, i jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że już Ci to obrzydło. To tak samo, jakbyś codziennie przez rok jadł brukselkę na obiad. Założę się, że nawet, gdybyś był największym fanem brukselki na świecie, po roku mógłbyś dać za wygraną. Rutyna zabija wszystko, nawet najbardziej szczęśliwe związki.

6. Słuchasz biadolenia innych, że “Na pewno Ci się nie uda, więc po co próbować?”.

A skąd oni mogą to wiedzieć? Ludzie są zawsze ekspertami od wszystkiego, ale tak naprawdę w 99% nie wiedzą, o czym mówią. Mówią, co im się wydaje, a nie to, co wiedzą. Ale i tak zawsze wiedzą lepiej. To Ty znasz samego siebie na wylot, a Ci, którzy to mówią, często nie znają Cię wcale. Poza tym, co im do tego, co Ty robisz? Niech lepiej zajmą się sobą i swoimi celami. Chociaż, przepraszam. Nie mogą się zająć własnymi celami, bo pewnie ich nie mają i to właśnie dlatego czepiają się Twoich. Bo boli ich, że sami nie robią nic pożytecznego. W takim razie niech zajmą się czymkolwiek innym. A Ty rób swoje.

 

A teraz najważniejsza część.

Jak odzyskać motywację?

1. Przypomnij sobie, po co zacząłeś to robić i zbuduj silne DLACZEGO

Ta rada będzie szczególnie przydatna, jeśli przyczyną braku motywacji jest u Ciebie rutyna albo zbyt słaba wizja. W takiej sytuacji odetnij się na chwilę od tego, w jaki sposób chcesz osiągnąć cel i skup się na nim samym. Rozmarz się jak możesz najbardziej. Wyobraź sobie wszystkie możliwe korzyści, które może Ci to dać. Niech będzie ich nawet 150 – im więcej, tym lepiej. Jeśli będziesz wiedział DLACZEGO, JAK przestanie mieć znaczenie. Zrób w Wordzie motywujący plakat i powieś go w widocznym miejscu w swoim pokoju.

  1. Na środku wielkim literami napisz swój cel w takiej formie, jakbyś już go osiągnął, na przykład „W grudniu 2017 roku ważę 60 kilogramów”. Niech ten cel będzie mierzalny, tak żebyś mógł stwierdzić, czy go osiągnąłeś, i zorientowany w czasie, żebyś miał punkt odniesienia. Musi też być realistyczny.
  2. Dookoła napisu wklej jak najwięcej zdjęć – niech każde przedstawia jedną korzyść płynącą z tego, że to zrobisz.
  3. Patrz na niego jak najczęściej i motywuj się, ile wlezie.

Żeby jeszcze bardziej wzmocnić Twoje DLACZEGO, przechwalaj się swoimi planami komu tylko możesz. W ten sposób sam się nakręcisz i zyskasz osobę, która później będzie Cię dodatkowo motywować.

2. Ustal strategię i rozpisz Twój cel na jak najwięcej mniejszych.

Słowo klucz: rozpisz. Wtedy Twój mózg poczuje, że nie ma odwrotu. Będziesz odpowiedzialny za robienie postępów już nie tylko przed samym sobą, ale również przed tą kartką. Możesz ją nawet upublicznić, jeśli to Ci pomoże. Cała zabawa polega na tym, żeby poszczególne etapy wydawały się jak najłatwiejsze w realizacji. Przykładowo, jeśli chcesz schudnąć 50 kilogramów w rok, i będziesz się trzymał tylko tego, to po pierwsze, zaczniesz sam w swojej głowie mówić do  siebie „Aj tam, rok to dużo czasu, nic się nie stanie, jak zacznę od jutra”. Po drugie, nie będziesz miał pojęcia, czy jesteś na właściwej drodze – czy nie chudniesz zbyt szybko (czego życzę każdemu) albo zbyt wolno. Wreszcie po trzecie, 50 kilogramów to strasznie dużo, i już sama ta liczba może demotywować. Lepiej sformułować ten cel w taki sposób: „W przyszłą niedzielę, 12 lutego, ważę 67 kilogramów, czyli jeden mniej niż dzisiaj, 5 lutego”. Wiemy, do czego dążymy, a jeden kilogram w porównaniu do pięćdziesięciu to pikuś. Pan pikuś.

3. Zastosuj metodę małych kroków.

Ten punkt łączy się z poprzednim, ale skupia się na trochę innym aspekcie. Jest to odpowiedź na pytanie „Jak odzyskać motywację”, jeśli przyczyną jej braku okazała się w Twoim przypadku zbyt duża ambicja. Po co nakładać na siebie ciężar, który z trudem będziemy potrafili unieść, a z czasem okaże się na tyle duży, że się pod nim ugniemy? Lepiej robić codziennie coś małego i nie musieć zmuszać się do tego, bo w ten sposób zapobiegniemy negatywnym skojarzeniom z osiąganiem naszego celu. A jak wiadomo, negatywność w życiu w niczym nie pomaga. Napisałam nawet osobny artykuł, jak zastosować tę zasadę przy diecie, zarówno na masę jak i na redukcję. Małe kroczki to też kroczki, byle w dobrym kierunku. Pamiętajcie – kropla drąży skałę.

4. Bądź dla siebie dobry.

Coś nie wyszło? Miałeś zamiar pójść pobiegać, ale wyskoczyło Ci coś ważnego i się nie udało? Albo co gorsza, serial wciągnął Cię tak bardzo, że bieganie nagle straciło cały urok? Nie katuj się za to, a już tym bardziej nie użalaj się nad sobą, wcinając ze smutku pączki przed telewizorem! Bądź dorosły! Zawaliłeś? Okej, zdarza się! Nie ma co rozpaczać, bo to tylko jeden raz. A jeśli nawet i piętnasty, to co z tego? To Twój cel i Twoje życie, jeśli te piętnaście razy odpuściłeś, to nikt inny nie poniesie za to odpowiedzialności, tylko Ty. Tak to już jest i nic z tym nie zrobisz. Lepiej wstań następnego dnia z łóżka z wielkim uśmiechem i zastanów się, czy na pewno chcesz osiągnąć ten cel, czy jednak lecisz w kulki. Zrób sobie osobistą rozprawę z Anną Marią Wesołowską. Bądź sprawiedliwy, ale traktuj się tak, jak traktowałbyś swoje dziecko, z wyrozumiałością i miłością. I zdecyduj, co robisz dalej. Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć od początku.

5. Nagradzaj się.

Ta sama zasada działa, jeśli coś Ci wyszło. Każdy, nawet najmniejszy sukces jest dobrym pretekstem do świętowania. Tylko, wiadomo – z umiarem. Zrealizowałeś cel na ten tydzień? Wytrwałeś w postanowieniu, kiedy coś ogromnie Cię kusiło? Super! Oby tak dalej! W nagrodę zafunduj sobie coś drobnego, to może być nawet „mały grzeszek”. Jeśli jesteś na diecie od miesiąca, możesz spokojnie kupić sobie pączka, a jeśli udało Ci się w ciągu miesiąca odłożyć większą sumę pieniędzy, nic się nie stanie, jeśli uszczkniesz z niej 50 zł i wybierzesz się na dobrą kawę albo kupisz sobie książkę. Nie dajmy się zwariować. Jesteśmy tylko ludźmi, a ludzie mają to do siebie, że są bardzo łasi na pochwały. Ale im więcej sami siebie chwalimy, tym więcej energii mamy do dalszego działania. I warto o tym pamiętać.

6. Poszukaj nowych możliwości.

To najlepsza recepta na rutynę. Mamy tendencję do zamykania naszego myślenia w małym, ciasnym pudełeczku, a jeśli już raz się w nim zamkniemy, to koniec. To bardzo ogranicza. Ktoś powiedział, że nie można chcieć ciastka i mieć ciastka. A gdyby tak zamiast chcieć ciasta, mieć dwa ciastka naraz? To by dopiero było! A co najlepsze, nic nie stoi na przeszkodzie! Chcesz zaoszczędzić? Zamiast cały czas tylko odkładać pieniądze na lokatę, zastanów się, jak jeszcze możesz zaoszczędzić. Załóż konto oszczędnościowe, poluj na promocje w sklepach, pomyśl, jak obniżyć rachunki za prąd albo poszperaj w Internecie w poszukiwaniu innych nowatorskich pomysłów. Świat stoi otworem, uwierz mi. Wystarczy tylko otworzyć oczy.

7. Uprzyjemnij sobie osiąganie celu.

Skoro opcji jest tak wiele, to najlepiej wybrać taką, która będzie dla nas najprzyjemniejsza. Spełnianie marzeń to nie tylko krew, pot i łzy. Właściwie po co sobie to robić? Mówią, że nie ma nic za darmo, ale w życiu warto szukać promocji. Wymyśl coś takiego, co będzie sprawiało Ci frajdę! Obklejanie domu słówkami na karteczkach nie działa na językową część Twojego mózgu? Nie to nie! Zacznij oglądać filmy albo czytać książki. W końcu na pewno coś Ci się spodoba. Poszukiwania mogą trochę zająć, ale zaufaj mi, to będzie bardzo opłacalna inwestycja na przyszłość. Gwarancja tego, że zamiast zniechęcać się po tygodniu, nawet po dwóch miesiącach będziesz ciągle pozytywnie nakręcony. Będziesz pruł przed siebie jak kombajn, a znajomi będą pytać, co bierzesz i prosić o namiary na dealera.

8. Znajdź sobie sprzymierzeńca.

Jak to mówią, w kupie siła. W kupie też zawsze większa motywacja do działania. Wspólne rozmowy o tym, jak to będzie pięknie, kiedy już zdobędziecie szczyt swoich marzeń – bezcenne. Poza tym, jeśli dopadnie Cię leń, zawsze masz kogoś, komu możesz o tym powiedzieć i poprosić o kopa do działania. Najpewniej go dostaniesz, ale może się zdarzyć, że po prostu leń ogarnie Was oboje i skończy się na czymś całkiem innym niż planowałeś. Czasem się zdarza, zawsze możecie znowu pogadać o Waszym celu i w ten sposób znowu się zmotywować. A jeśli Twój sprzymierzeniec zawiedzie, a nadal będziesz potrzebował kopa – daj mi tylko znać, to osobiście się pojawię, żeby go zadać!

9. Daj się ponieść, wpadnij w wir.

Nie ma nic lepszego niż flow. Flow to stan, w którym zapominasz o Bożym świecie i całkowicie oddajesz się temu, co robisz. Jest to o tyle świetne, że wtedy wszystko idzie jak po maśle. Masz milion pomysłów na minutę i poczucie, że już do końca życia mógłbyś robić właśnie to, co robisz w tej sekundzie, bo tak dobrze Ci idzie. Doświadczyłam – polecam każdemu!

Jak wejść w stan flow? Tego nie wiedzą nawet naukowcy. Ale dam Ci radę. Po prostu zacznij. Nie planuj. Nie zakładaj, że skończysz o 19:00, żeby móc zobaczyć wiadomości. Tylko wtedy jest szansa, że dasz się ponieść.

Oprócz stanu flow jest jeszcze inna możliwość na maksymalne wykorzystanie swojego potencjału: kiedy czujesz nawet najmniejszy przypływ motywacji – wykorzystaj to! Zamiast iść na łatwiznę i po raz pięćsetny zaglądać do lodówki w poszukiwaniu drzwi do Narnii zastanawiając się, czy zrobić coś pożytecznego, czy nie – po prostu to zrób! A nóż widelec to będzie ten moment, kiedy dostąpisz zaszczytu wpadnięcia w stan flow.

10. Odetnij się od rozpraszaczy.

Rozpraszacze są straszne. Wiem coś o tym, bo zawsze przy pisaniu artykułu czy robieniu czegoś produktywnego, jeden działa na mnie szczególnie mocno. Puzzle. Kiedy leżą rozłożone na podłodze – mogiła. Nie mogę patrzeć na te nieułożone kawałki i strasznie mnie ciągnie, żeby rzucić wszystko i wreszcie to diabelstwo ułożyć, żeby mnie nie kusiło. I wiecie co? Kiedy już ułożę, mam spokój. Nie czuję chęci wyciągania kolejnego pudełka. To pokazuje najlepiej, że rozpraszacze działają tylko wtedy, kiedy są w zasięgu naszego wzroku. Dlatego lepiej ich do tej strefy nie wpuszczać. W ten sposób szybciej dojdziemy tam, gdzie chcemy, bez zbędnego błądzenia po lesie. Puzzlowym lesie na przykład.

11. Daj sobie czas.

Nie od razu Katowice zbudowano. Wiem, że chciałbyś dostać wszystko od razu – ja też. Ale życie już takie jest, że najlepsze rzeczy to te, na które trzeba poczekać. Trzeba tylko pamiętać, że każdy, najmniejszy kroczek przybliża nas do celu. Trzeba być wytrwałym. Czasem przez dłuższy czas nie będzie widać efektów, a później pojawią się nagle. Ale wyobrażasz sobie tę satysfakcję, kiedy już się uda?

12. Znajdź ludzi, którzy mają podobnie, jak Ty.

Internat pęka w szwach od forów, na których ludzie dzielą się najróżniejszymi rzeczami. Może należenie do jednej z takich społeczności pomoże Ci wytrwać? Tam zawsze będziesz mógł się wyżalić, zapytać o radę albo pobawić się w eksperta, udzielając rad komuś innemu. Kiedy będziesz miał gorszy dzień, możesz nawet podbudować się faktem, że osiągnąłeś już więcej niż niektórzy Twoi internetowi znajomi. To trochę brutalne, ale też pomaga. To też dobry sposób, żeby otworzyć się na nowe pomysły i zainspirować do czegoś więcej niż zrobilibyśmy w pojedynkę.

 

I to by było na tyle.

To taki poradnik na te dni, kiedy zastanawiacie się, czy warto. Ale wiecie, co Wam powiem? Warto! Choćby się waliło i paliło! Rozwój zawsze popłaca. Życie nie jest od tego, żeby stać w miejscu. Jest na to zdecydowanie za krótkie. Poza tym daje nam tyle świetnych możliwości, że czasem sama sobie się dziwię, dlaczego tak mało z nich wykorzystuję. Czasem po prostu trzeba spiąć tyłek i zacząć. Tylko tyle i aż tyle. Będziecie zaskoczeni, jak pozytywnie może się to skończyć.

 

Okej. Naczytaliście się, zmotywowaliście, więc teraz sio z bloga i wykorzystajcie przypływ motywacji! A przedtem możecie jeszcze tylko napisać w komentarzu, do czego najbardziej potrzebujecie motywacji. Mam pomysł. Zróbmy sobie mały kącik motywacyjny. W końcu w kupie siła, no nie? 😀

 

PS Od dzisiaj działa funpage na Twitterze, więc teraz możecie śledzić posty nie tylko na Facebooku. Gdzie Wam wygodniej 🙂

 

Życzę Wam udanego dnia i gigantycznej motywacji do przeżycia go na 1500% swoich możliwości!

Ściskam,

  • Mi bardzo pomagają nawyki. Ich wyrobienie trochę trwa, ale bez tego nie wyobrażam sobie np. regularnego biegania.
    Lubię biegać, jednak bez rutyny, która sprawia, że robię to niemal automatycznie, za każdym razem próbowałbym przekonać się, że:
    -jest smog
    -jest zimno/pada
    -ostatnio byłem chory więc powinienem się zregenerować
    -mam mało czasu…

    • Monika Skrobol

      Zgadzam się, nawyki bardzo ułatwiają życie 🙂

  • Całkowicie zgadzam się z tym, dlaczego motywacja czasem znika.
    Bardzo dobrze opisany problem – motywacja rozłożona na czynniki pierwsze! 🙂

  • na mnie działaja wyniki.
    jesli cos co robią ma dobre wyniki w miarę szybkim czasie wtedy jestem ogromnie zmotywowana.

    • Monika Skrobol

      Mam dokładnie tak samo 😀 Ale pracuję nad wytrwałością 😀