#BlogerNaJamajce – Jamajka, książka i przystojniak

Mam marzenie

Wyobraź sobie taką sytuację: jesteś studentem. Ale bardziej niż studentem czujesz się działaczem społecznym i człowiekiem z wizją. Chcesz robić w życiu rzeczy, które przyczynią się do tego, że inni ludzie będą mieli lepiej. Masz wiele marzeń, ale jedno z nich jest wyjątkowe: chcesz polecieć na Jamajkę, przez miesiąc objechać całą wyspę i zasmakować prawdziwego jamajskiego życia, a później wrócić do Polski i napisać o tym wszystkim książkę. Żeby nieświadomi rodacy przy czytaniu jej mogli poczuć się tak, jakby sami tam byli.

Co robi Kowalski?

Wyobraź sobie, że że to Ty jesteś tym człowiekiem. Co robisz ze swoim marzeniem? Wyjazd na Jamajkę to szalony pomysł, prawda? Na pierwszy rzut oka wydaje się niemożliwy do zrealizowania, przynajmniej na tym etapie, na którym jesteś dzisiaj. Może kiedyś.

Najpierw musisz skoczyć studia. Poszukać pracy. Dużo zarobić. Przeczytać parę książek. Odwiedzić babcię. Naprawić kran w domu, żeby woda nie ciekła, kiedy Cię nie będzie. Poza tym nie możesz sobie tak po prostu wyjechać, bo przecież masz tutaj mnóstwo spraw na głowie. A na wyjazd na pewno przyjdzie kiedyś dobry moment.

Co robi #BlogerNaJamajce?

Teraz już nie musisz sobie niczego wyobrażać, bo taki człowiek naprawdę istnieje, i oczywiście nie jest Tobą. Dla niego słowo “kiedyś” jest przereklamowane, a wymówki są tylko przeszkodami w osiągnięciu celu. On naprawdę chce wyjechać na Jamajkę, i zrobi to. Potrzebuje tylko małej pomocy.

#BlogerNaJamajce nie nazywa się BlogerNaJamajce, tylko Piotrek

Ten, o którym piszę, to Piotrek, student, autor bloga prostywirtuoz.pl. Chce zrobić coś, o czym większość ludzi nawet boi się myśleć: spełnić swoje marzenie. Chce pokazać, że nie ma rzeczy niemożliwych, a jedyne, co jest potrzebne do spełniania marzeń to chęć – nie trzeba mieć nawet pieniędzy. Ma już gotowy szczegółowy plan swojej wyprawy, która ma trwać okrągły miesiąc. Miesiąc na Jamajce bez mamy… Ogarniacie?!

Pewnie większość osób bałaby się i zwlekała z realizacją takiego pomysłu. Podejrzewam, że ja też miałabym opory. Marzenia mają to do siebie, że budzą ogromny entuzjazm, kiedy się o nich myśli, ale zazwyczaj są tak ambitne, że kiedy przychodzi do ich realizacji, brakuje nam odwagi do podjęcia działania. Za bardzo boimy się, że coś pójdzie nie tak. Tym bardziej myślę, że Piotrkowi należy się ogromny szacunek za to, że się temu wszystkiemu nie poddał i znalazł w sobie właśnie tę odwagę, żeby postawić na swoim.

I jak Ci się podoba #BlogerNaJamajce?

Oprócz szacunku, przyda mu się też trochę funduszy. Do realizacji pomysłu brakuje mu już tylko pieniędzy na przelot, sprzęt, ubezpieczenie, noclegi i wyżywienie. Do jego akcji dołączyła się strona polakpotrafi.pl, która pomaga mu w osiągnięciu celu. Dzięki wpłatom osób, którym spodoba się ten pomysł i które będą chciały go wesprzeć, Piotrek już tego lata będzie mógł polecieć na Jamajkę.

Kawa dla blogera

Ja już pomogłam, Ty też możesz. To może być nawet 1zł – mniej niż wydasz na kawę w automacie. Dzisiaj zamiast kupować kawę, może przeznaczysz te 1,80zł na wyprawę Piotrka? W zamian dostaniesz od niego podziękowania i odjechaną słit focię z wyprawy. Ja myślę, że warto! Poza tym pamiętaj, że każde dobro, które wyświadczysz innym, prędzej czy później do Ciebie wróci.

Co wystarczy zrobić?

Wszystko odbywa się na platformie polakpotrafi.pl. Tutaj masz link do akcji Piotrka. Wystarczy, że założysz konto, a później zrobisz przelew internetowy bezpośrednio ze swojego banku. To zajmie dosłownie minutę.

Zachęcam Cię też do wzięcia udziału w wydarzeniu Piotrka na Facebooku. Jeśli dowiedzą się o nim Twoi znajomi, to już będzie prawdziwa bomba!

Do dzieła, przyszły sponsorze akcji #BlogerNaJamajce!

  • Tomasz Ksobiak

    Większość z nas potraktuje ten wpis jak zwyczajne „szaleństwo”. Jak można wyjechać w tak odległe miejsce mając tyle spraw na głowie i… nie mają pieniędzy na takie „fanaberie”. I to rzecz jasna nie jest prawidłowe podejście, bo jak zawsze pokazuje, że „większość nie ma racji”! Większość niestety choruje na nieuleczalną przypadłość, która nazywana jest „zwlekaniem” lub „odkładaniem na później”. Tyle, że „później” nigdy nie następuje a my dalej tkwimy w strefach komfortu, marząc, ale nie działając. To dlatego miejscem, w którym znajduje się najwięcej fantastycznych ale niezrealizowanych idei są…cmentarze! Wpis jest fantastyczny! Pokazuje w pewien sposób, że życie nie ogranicza się wyłącznie do tego, co musimy, ale może poszerzyć horyzonty o to, co możemy zrobić dla siebie, aby nasze życie było pełne i szczęśliwe. Pozdrawiam i dziękuję za wpisy tego typu!

    • Oj zgadzam się, i to bardzo, chyba bardziej prawdziwego komentarza nie można było napisać 🙂 Strasznie bym chciała, żeby więcej ludzi zrozumiało, że spełnianie marzeń to nie taka trudna sprawa. Będę próbować ich przekonywać! Dzięki Tomek za komentarz!